9 września zeszłego roku miałam okazję obejrzeć spektakl pt.: ,,Dajcie mi tenora'' w warszawskim Teatrze Capitol. Głównie wybrałam się na niego z myślą o Grzegorzu Halamie. Kabareciarz grający wielkiego śpiewaka operowego... brzmi interesująco, nieprawdaż? Sztuka była, oczywiście, komedią, ale nie brakowało jej elementów tragedii (jak np. ,,samobójstwo'').
Aktorski talent Halamy mogliśmy podziwiać już na wielkim ekranie. Wszak wystąpił m.in. w filmie Tymona Tymańskiego pt.: ,,Polskie gówno''. Poradził sobie w nim przyzwoicie. Nawet krytycy zwracali na niego szczególną uwagę.
Jednak czy na deskach teatru prezentuje się równie dobrze? Moim zdaniem daje radę. Jak na komika ma niezłą świadomość własnego ciała, godziwie rozwiniętą mimikę twarzy oraz porządną artykulację. Mogę szczerze powiedzieć, że zaraz po wybitnym Wojciechu Wysockim, Grzegorz poradził sobie najlepiej z aktorów grających w: ,,Dajcie mi tenora''. Trzecią osobą, która mnie oczarowała był Łukasz Gosławski, w malutkiej rólce lokaja. Ten młody mężczyzna za każdym razem wchodząc na estradę wywoływał u mnie uśmiech na twarzy. Idealnie wpasował się w swoją postać. Widać było, że gra całym sobą. Energiczny, ciepły, wystrzałowy... No i przede wszystkim przystojny :D
W pozostałych rolach:
- Elżbieta Romanowska jako Diana, amatorska prymadonna, która za wszelką cenę pragnie dostać się do prestiżowej opery. Miała zagrać sexbombę, która chce przez łóżko osiągnąć swój cel. Jak dla mnie troszkę jej brakowało tego seksapilu, którym powinna iskrzyć od pierwszego wejścia na scenę. Czasem, gdy próbowała wydobyć z siebie więcej powabu, odnosiłam wrażenie, że nie czuje się w tym pewnie...
- Marta Wierzbicka jako Maggie. Przeurocza artystka, która ,,urokiem by zabiła'' ;)
- Halina Bednarz jako Julia. Hmm... nie za dużo mogę o niej powiedzieć. Ani dobrego ani złego. Za mało pojawiała się na estradzie a i nie była jakąś ważną postacią w sztuce.
- Andżelika Piechowiak jako Magda - Nic dodać nic ująć. Nie mam się do czego przyczepić :)
Najgorzej wypadł Marek Kaliszuk w roli Maxa. Na scenie był praktycznie cały czas, od samego początku... niestety grał sztucznie i troszkę psuł całość widowiska :(
Osobiście trochę przeszkadzało mi to, że scena była podzielona na dwie części i nie raz było tak, że z obu stron toczyła się akcja... Ludzie z niepodzielnością uwagi mogą mieć lekkie problemy z odbiorem tej sztuki.
Muzyka była naturalnie operowa. Co prawda podczas widowiska gościła rzadko...
Wystrój wnętrza był ciepły, ale jednocześnie czuło się w nim bogactwo i przepych.
Gdybym miała ocenić: ,,Dajcie mi tenora'' to dałabym 9 gwiazdek na 10 możliwych. Jedną gwiazdkę odjęłam przez niedociągnięcia aktorskie, które opisałam wyżej i przez lekkie rozczarowanie spowodowane tym, że oczekiwałam, iż Grzegorz Halama, będąc w roli wielkiego tenora, coś jednak zaśpiewa... Niestety, tak się nie stało :/