Czasem bywa tak, że wchodzisz na widownię i nie wiesz czego się spodziewać. Jakie wrażenie wywrze na Tobie spektakl, który samą tematyką wprawia Cię w zadumę? Intryguje Cię to do tego stopnia, że w dniu premiery, 31 stycznia, nie możesz usiedzieć z ekscytacji. Kiedy wreszcie zajmujesz swoje miejsce na publiczności, pierwsze co rzuca Ci się w oczy to scenografia. Czarny, duży materac leżący na samym środku, a za nim biały rzutnik. Reszty nie widzisz, bo wszystko owiewa półmrok. Gdzieś w tle słyszysz głosy aktorów, którzy opowiadają o swoich odczuciach na temat przyszłości. Po dłuższej chwili zapada cisza. W powietrzu czuć narastające napięcie.
Przedstawienie czas zacząć!


Łódzki spektakl: ,,Humanka" w reżyserii Leny Frankiewicz to dystopijna wizja związków damsko-męskich. Główny bohater eM po nieudanym związku kupuje sobie robota humanoidalnego, który istnieje tylko po to, aby spełniać wszystkie zachcianki swojego pana. Nie kłóci się, nie ma wahań nastroju i zawsze grzecznie przystaje na każdą propozycję. Wydaje się partnerem idealnym. Czyżby…?
Nie będę tu opisywać każdej sceny po kolei. Przede wszystkim muszę powiedzieć, że atmosfera, która wytworzyła się na początku i towarzyszyła mi do samego końca, była naprawdę specyficzna. Niektóre epizody wprawiały mnie w obrzydzenie, niektóre szokowały, a jeszcze inne sprawiały, że miałam ochotę wyjść. Pomimo tego nie potrafiłam zrobić żadnego ruchu. Zostałam zahipnotyzowana przez aktorów i praktycznie całą sztukę siedziałam z otwartymi ustami. To się dopiero nazywa teatralna kontrowersja!
Główni artyści - Marianna Zydek (humanka) oraz Bartosz Turzyński (eM), pasowali do swoich postaci jak ulał. Bardzo sympatycznie się na nich patrzyło. Cudny majstersztyk!





Reszta aktorów dała równie dobry popis. Nie podobał mi się tylko jeden artysta - Dymitr Hołówko, który mimo wieku i prawdopodobnego doświadczenia, nie zaproponował swoją grą niczego ciekawego. Mało tego, uważam, że wyszedł bardzo sztucznie. Chyba nie to chciał uzyskać wcielając się w rolę ojca głównego bohatera. Zresztą wielkim zaskoczeniem był dla mnie fakt, że starsi aktorzy wypadli naprawdę słabo na tle tych młodszych. Największym minusem w sztuce był fakt, że nie wykorzystano w wystarczający sposób talentu Łukasza Gosławskiego, którego mogliśmy podziwiać jedynie w scenach zbiorowych oraz na ekranie rzutnika - wystąpił jako IRobot (bezpłciowy konsultant do spraw humanoidów). Wielka szkoda i rozczarowanie. Ludzie (w tym ja) znający go z Teatru Capitol czy seriali, wiedzą, że stać go naprawdę na wiele.





Muzyka w spektaklu grała bardzo ważną rolę. Myślę, że to w większej mierze dzięki niej klimat był bardzo elektryzujący.
Na pewno wielkie brawa należą się Mateuszowi Zielińskiemu, który jest odpowiedzialny za materiały filmowe. Moim zdaniem nadały sztuce wymiary istnie awangardowe.
Podsumowując - sztuka, pomimo kontrowersyjnych tematów, była bardzo przyzwoicie zrobiona. Jeżeli jeszcze kiedyś będę miała okazję zobaczyć ją ponownie - nie odmówię. Szczególnie, że do tej pory nie rozumiem niektórych scen, które prawdopodobnie były kluczowe do zrozumienia całości spektaklu.
Wszystkim, którzy interesują się tematyką przyszłości - szczerze polecam wybrać się na: ,,Humankę".
Ocena końcowa - 9/10.
~Wera.